| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Tu zaglądam
Amfora
Despotka
Facet też człowiek(?)
Kobiecy punkt widzenia
Lilka
Marthe
Riceman
Silna
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
myśli nieuczesane
RSS
sobota, 10 marca 2007

Pewien ktoś napisał, że jestem pesymistką, ponieważ właśnie w takim tonie utrzymane są moje notki. I ku mojemu zaskoczeniu tak jest w istocie- jak mam nerwa to po prostu najlepiej mi się pisze. Ironią losu jest to, że na co dzień jestem raczej pogodna i optymistyczna, przez co nieraz zdarza mi się oberwać po głowie, ale cóż... W ogóle te 8 komentarzy jakoś miło połechtało moje damskie ego, aż to całe blogowanie wydało bardziej sensowne...

  Dziś odwiedziła mnie bratowa. Nazywam ją tak, choć naprawdę jest żoną mojego kuzyna, z którym de facto jestem bardzo związana emocjonalnie. Świadkowałam na ich ślubie, kilka miesięcy później o 02:00 w nocy wysłuchiwałam zwierzeń szczęśliwego nowoupieczonego Tatusia, choć przed ślubem różnie (delikatnie mówiąc) z nimi bywało. Ale do rzeczy- jakie dzieci są przeurocze! Moze z racji tego, że studiuję w innym mieście i w domu zjawiam się śwrednio raz w miesiącu, dostrzegam same pozytywy...? Cykałam Bartusiowi zdjęcia jak opętana, lulałam, zagadywałam, nawet asystowałam przy zmianie pampersa. Ja- od zawsze pozbawiona nawet zalążków instynktu macierzyńskiego! Mama uradowana i pełna nadziei, że może jednak wnuki nie pozostaną tylko pobożnym życzeniem, a ja kompletnie zaskoczona! Ale i jakaś taka bardziej radosna i spokojna... Może nawet szczęśliwa?

  Idę zaraz ze znajomymi babiszczami na pifko- robimy powtórkę z Dnia Kobiet :) W ogóle przeżywam drugą młodość- bo chyba coraz wyraźniej do mnie dociera, że na studiach to mam już bliżej niż dalej... A więc carpe diem! Aha, nie omieszkam nie wspomnieć, że na Dzień Kobiet otrzymałam 3 śliczne róże. Od faceta. Wybaczam mu nawet, że nosi takie same imię jak mój były. Narazie kulturalnie spotykamy się na kawkę, chodzimy na spacery i fajnie jest :) Chyba nie chcę nic więcej, za wcześnie na to. Ale miło mi i tak :)

  Ta notka wyszła całkiem pozytywnie. I sądzę, że z racji nadchodzącej wiosny będzie jeszcze lepiej. Aha! Zarażona jestem przez Marthe, więc chcę czy nie chcę uzewnętrzyć się muszę. Co ja mówię, wręcz wybebeszyć emocjonalnie! :P Ech... A więc:

5 rzeczy, których o mnie nie wiecie:

1. Miałam być chłopczykiem i nazywać się Piotruś, ale to młodszy brat spełnił marzenie rodziców, a przy okazji i ja się pojawiłam na świecie.

2. Zawsze śpiewałam na wszystkich akademiach szkolnych, śpewałam w chórze i poważnie myślałam o udziale w "Idolu", ale stchórzyłam.

3. Mam taki tik nerwowy, że kiedy kicham mimowolnie unoszę prawą brew.

4. Notorycznie się spóźniam i wszystkiego zapominam (nałogowo piję Vita Buerlecitin)

5. Wierzę w duchy.

I co Wy na to?

19:03, marika85
Link Komentarze (5) »
niedziela, 11 lutego 2007
Bez happyendu
Ale się wygłupiłam. Na moje "myślę jeszcze czasem o Tobie, wiesz?" W. powiedział... "to niedobrze"!! Qrwa! Kobiety jednak sa głupie
10:51, marika85
Link Komentarze (8) »
sobota, 03 lutego 2007
Calling Heaven
I'm waiting for my visit
They'll fill this room with flowers an' all
They'll put on their biggest smile
But only for a while

If only I could help it
If only mercy'd be on my side
I wouldn't have to die
And my family wouldn't cry

But the pain is getting far to strong
And the medicine won't hold it for long
It's getting closer
So I'm waiting for someone to come
To come and take my soul where it belongs
But no one's coming, no one

So I'm calling heaven now
I'm calling heaven now
Calling heaven's hand
So heaven help

I try to find the answer
I try to find the reason why I
I'm leaving them all behind
But there's something I will find

The blood's still running through my heart
But my hairs are slowly falling apart
And I just can't take it
So I'm waiting for someone to come
To come and take my soul where it belongs
But no one's coming, no one

So I'm calling heaven now
I'm calling heaven now
Calling heaven's hand
So heaven help
Yes I'm calling heaven...

I see in their faces
They know I will be leaving tonight
But somewhere down the line
I'm sure we'll meet again
Somewhere down the line
I'm sure we'll meet again
21:20, marika85
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 grudnia 2006
Zupełnie nieświątecznie

Dwa miesiące nie było mnie w domu, niedawno wróciłam i zdałam sobie sprawę, jakie fajne jest to "uczucie powrotu". Tata taki poczciwy, bardziej siwy niż zwykle, mama uśmiechnięta, od progu łapiąca się za torby. No i te zapachy! Nawet przedświąteczne sprzątanie jakieś przyjemne jest w tej atmosferze... Nie widzę jak się kłócą, smucą bo mnie po prostu NIE MA. Zgarniam tylko całuski, cukiereczki i ciasteczka, bo przecież ukochanej Córuni, która wpada do domu rzadko należy się wszystko co najlepsze. Na początku miałam lekkie wyrzuty sumienia z tego powodu, ale teraz się cieszę, bo zauważyłam, że moi starsi częściej i otwarciej ze sobą rozmawiają. A to dobrze, bo z kim tak naprawdę dożywa się swoich dni, jak nie z tą drugą połówką??

  Święta nie będą radosne i beztroskie, ponieważ od tygodnia moja babcia jest w szpitalu. Nie jest to babcia, którą widuje się raz na pół roku przy okazji swiąt, która wsuwając banknot do kieszeni wnusia nadrabia braki kontaktu z nim. Moja babcia jest z tych, które mieszkaja ulicę dalej iwychowują brzdąców od małego. Z tych które urzadzają wigilię zawsze u siebie, choć maja już dużo lat i szybko się męczą. Z tych, które serwują Ci codziennie po szkole gorący obiad zastępując matkę, która długo pracuje. I takie babcie kocha się najmocniej na świecie.

  Babcia miała udar mózgu przed tygodniem. Drugi udar. Pierwszy przeżyłam bardzo mocno, miała niedowład lewej strony ciała, na szczęście odzyskała sprawność prawie całkowicie. Ale dobrze pamiętam ten czas- byłam wtedy przed maturą, a nie mogłam się na niczym skupić, płakałam i modliłam się naprzemian. Wcześniej bardzo przeżyłam śmierc dziadka i nie mogłam wyobrazić sobie, ze tak bliska mi osoba moze mnie opuścić. Dziś jestem silniejsza. Biorę pod uwage różne możliwości i staram sie podtrzymywać na duchu mamę, która najmocniej przeżyje jej ewentualną śmierć. Ale o tej ewentualności narazie nie myślę, bo dopóki człowiek zyje, zawsze należy mieć nadzieję.

  Byłam ostatnio u niej. Oddział neurologiczny, przeważająca większość pacjentów to starsi ludzie. Ku mojejmu zdziwieniu całkiem profesjonalna opieka- czysta pościel, cewnik i kroplówka zmieniane na bieżąco. I Ona. Zawsze uśmiechnięta, teraz bez życia i przytomności leżąca na łóżku. Skazana na łaskę obcych ludzi. Starałam się nie płakać, bo zawsze powtarzała, żeby nie płakac po niej, i że to, co będzie, jest nieuchronne. Miała rurkę wystająca z jednego nozdrza i oddychała charcząc, ciężko, slychać było że z wielkim trudem. Usiadłam obok niej i zaczęłam gładzić ją po głowie. Wtedy otworzyła oczy. Po raz pierwszy od tygodnia. Przestraszyła się i zdenerwowała, gdy zorientowala się, że nie moze nic powiedzieć. Wtedy nachyliłam się i wytłumaczyłam gdzie jest i że ma założoną sondę, która przeszkadza w oddychaniu i mówieniu. Uspokoiła się i uśmiechnęła do mnie lekko. A chwilę póżniej znów zasnęła.

  Długo myślałam potem o tym zdarzeniu. Lekarze orzekli, że to, iż babcia otworzyła oczy jest bardzo dobrą nowiną i dobrze rokuje na przyszłość. A ja zapamiętałam ten jej uśmiech, jako wyraz siły. Nawet w takiej sytuacji, w tej przygnębiającej scenerii. Chciałabym kiedyś umieć cierpieć z taką powagą jak ona. Umierać wolna od strachu i uśmiechać się mimo bólu. Bardzo bym chciała. Ona jest Aniołem, gdziekolwiek się znajduje. A gdy będzie musiała odejść, wiem że będe miała anioła w niebie. Mojego własnego.

16:33, marika85
Link Komentarze (3) »
wtorek, 31 października 2006
"Modlitwa Dziękczynna z wymówką"

Nie uczyniłeś mnie ślepym

Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie garbatym

Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie dziecięciem alkoholika

Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie wodogłowcem

Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie jąkałą kuternogą karłem

epileptykiem hermafrodytą koniem mchem

ani niczym z fauny i flory

Dzięki Ci za to Panie

Ale dlaczego uczyniłeś mnie Polakiem??

                                                                                     Andrzej Bursa

10:37, marika85
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 października 2006
"Pomyłki są jak góry: im wyżej zaszedłeś,tym więcej ich widzisz dookoła"

A najwięcej ich widać we własnym życiu. Qrwa. Nie jestem silna. Pomimo tego, że wmawiam sobie, że sobie radzę nie radzę sobie. A najgorzej jest kiedy jest właśnie taka popierdolona pogoda, bo jestem podręcznikowym przypadkiem meteoropatii. Chcę czy nie chcę jestem kobietą i tyka mój zegar biologiczny. Chcę czy nie chcę odczuwam potrzebę znalezienia odpowiedniego partnera i zbudowania gniazda. A sęk w tym, że nie chcę, bo spotykam samych skurwysynów.

  Kiedyś myślałam, że to proste, wystarczy być ładną, a na to nie mogłam narzekać. Jako dziewczynka zawsze dostawałam najwięcej kartek w walentynki, tańczyłam każdego przytulanego. A teraz zazdroszczę "przeciętnym" bo widzę, jacy potrafią być szczęśliwi. Sa szczerzy i przede wszystkim niewyrachowani. A może ja za dużo widzę?

  Moja kumpela, jedna z niewielu osób jakie kocham, ma pierdolonego raka. Punkt dla niej, ze jest młoda i wcześnie go wykryła. I co z tego, że to niesprawiedliwe. Staram się być przy niej, ale ciężko jest mówić: "wszystko będzie dobrze" kiedy sama potrzebuję takich słów. Płaczę razem z nią. Jednym słowem gówno, a nie przyjaciółka.

  Jak tak czytam ten post, to widzę, że to jeden wielki żal. Życzę sobie i czytelnikom, abym następny pisała w lepszym nastroju.

P.S. Polraider pozdrawiam.

18:50, marika85
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 września 2006
[*]

Ania. Lat 16, długie czarne włosy, szeroki uśmiech. Kilka dni temu rozpoczęła naukę w liceum. Znaleziona zeszłej nocy w lesie. Śmierć przez powieszenie.

  Święta nie była. Podkochiwała się w moim bracie, wiem bo przypadkiem weszłam raz na jego gg. Zaczepiła go nachalnie, pisała, żeby zostawił swoją dziewczynę, bo ona mimo młodego wieku wie jak zaspokoić mężczyznę. Ale mimo to nawiązali jakś dziwną nić porozumienia, rozmawiali przez gg, wymienili się fotkami. Opowiadał o niej- naiwnej, zagubionej dziewczynce, o jej lękach przed liceum i kolejnych facetach którzy ją wykorzystali. Ot, taka dziewuszka...

  Ja się pytam- co się dzieje z dzisiejszymi dzieciakami?? Dlaczego jest tak wiele nastoletnich lolitek, którym sex myli się z uczuciem? Gdzue uczucie ze strony rodziców, gdzie do cholery zwykła troska o dziecko? Tak, dziecko, bo 16 lat to wiek, w którym końcem świata wydaje się chłopak, który porzuca bądź zajście w ciążę (co w tym przypadku może być prawdopodobne). A moze sytuacja była taka, ze jakieś napalone skurwysyny wykorzystali naiwną dziewczynkę i uciszyli na zawsze...??

  Nie wiem jak było. Nie wiem jaka była i jakie miała problemy. Znałam ją tylko z widzenia. Ale dziś nie mogę przestać płakać...

16:33, marika85
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 września 2006
Historia pewnego wieczoru

Zaczęło się banalnie. Ponieważ aktualnie należę do tzw. "samotnych", a według rad z kolorowych czasopism takie osoby nie mogą  nie korzystać z wszelakich możliwości poznania nowych osób, skorzystałam ostatnio z zaproszenia spędzenia wieczoru z nowopoznanymi kolegami. Widziałam delikwentów kilka razy, ale nigdy nie wchodziłam w bliższe relacje. Aż pewnego wieczora okazało się, ze są to znajomi moich przyjaciółek (też nie bliscy, bo znałabym ich, ale zawsze znajomi), i mają chęć poznać nas bliżej. No więc wieczorem otrzymuję wiadomość od koleżanki, że jadą z nimi do większego miasta (mieszkamy w małym mieście) do jakiejś superknajpy i za kwadrans będą u mnie, bo oczywiscie niepodobna mnie zostawić, skoro szykuje się superwieczór.

   Przeszedł mnie dreszcz niepokoju, gdy wsiadałam do tego auta, bo to w końcu głupota jechać gdzieś z nieznanymi facetami, ale zdałam się na przyjaciółki, które zazwyczaj wiedzą co robią i naiwnie by się w kłopoty nie pakowały. A nawet przeszła mi przez głowę myśl, że mogą być interesujący, skoro G. i D. się nimi zainteresowały. O naiwności...

   Wsiadłam. Pierwsze wrażenie to oczywiście ocena wyglądu (kto wymyślił mit, że dla kobiet wygląd się nie liczy??!!) i ...załamka. Bez rewelacji to za mało powiedziane, chłopcy byli grubo poniżej przeciętnej. No ale nic. Jakem osoba, która książki nie ocenia po okładce, pomyslałam, że pewnie nadrabiają osobowością, no bo ja dołączyłam, że tak powiem "gratis", ale G. i D. w końcu z jakiegoś powodu dały się namówić na ten współny wypad. No więc jedziemy. Całą drogę krępująca cisza. Ponieważ nie lubię ciszy, a zwłaszcza z nowymi osobami próbuję zazwyczaj załapać kontakt, próbowałam zagadnąć raz, dwa razy, trzy razy... Nic. Dojechaliśmy. To na pewno stres, w końcu wiozą z tyłu takie trzy zajebiste laski jak mY :) Będzie dobrze.

   Nie było. Gienek (ja tam nic nie mam do imion, ale moim zdaniem rodzice tak krzywdzić dzieci nie powinni) najpierw opowiadał, jak to na ostatniej dyskotece rozkwasił nos pewnemu kolesiowi, który na niego krzywo spojrzał, no i nie omieszkał wymienić kilku innych, którzy też nieszczęśliwie znaleźli się wówczas w zasięgu jego ciosu (to chyba miało na celu pokazać nam, jaki z niego maczo). Potem jako sposób na zaimponowanie nam potraktował naśmiewanie się z kolegi, który przyjechał razem z nami. Ten nie był dłużny i jak zaczęli opowiadać, który to z nich zachowywał sie bardziej głupio w różnych sytuacjach, to skończyć nie mogli. Poza tym przerywnikiem co 2 słowo było mówione głośno "kurwa", co nie tylko wśród nas, ale i w superknajpie wzbudziło hm... nie zbyt pozytywne zainteresowanie. Nawiązywać jakąkolwiek nić porozumienia przestałyśmy już dawno, i w oczekiwaniu, kiedy dopiją to co mają i odwiozą nas do domu, rozmawiałyśmy między sobą. Chłopaki zaś żeby nie wyjść na totalnych wieśniaków zamówili tequilę (!), bo przecież obyci są i jak pić, to nie siki Weroniki. Pomijając fakt, ze pili obydwaj (a jeden z nich był przecież kierowcą) to bardziej obrzydliwego sposobu jedzenia cytryny nie widziałam. W trosce o poczucie estetyki czytelników opisywać go nie będę...

   Jednym słowem cały superwieczór był totalną klapą.  Już nie pamiętam kiedy zdarzyło mi się trafić na gorszych imbecyli. Ale czego to człowiek nie przeżyje... Najlepsze zaś zdarzyło sie w drodze powrotnej do domu, kiedy stanęliśmy na chwilę aby kolega mógł wyjść w krzaczory za potrzebą. Wspomniany Gienek zwrócił nam uwagę, że "za mało sie odzywamy" i on się poważnie zastanowi, czy jeszcze nas kiedyś gdzieś zabierze, bo liczył, że miło spędzi wieczór, a my się mało staramy. HA HA HA No myślałam że go grzmotnę tą torebką, którą miałam na kolanach. Ale wytrzymałam, wysiadłam, nawet podziękowałam za wspólny wieczór w nadziei, że już nigdy więcej ich nie zobaczę. A gdy tylko odjechali, zapytałam G. i D. czy pomroczność jasna jest zaraźliwa, bo one najwyraźniej są już zarażone...

16:07, marika85
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Poradnik dobrej żony z 1955r.

Nie mogłam normalnie... Wiem, że brzydko tak robić- kopiuj-wklej, ale powstrzymać się  nie mogłam :P Myślałam najpierw że zamieszczę tylko link do strony, ale nie byłoby wówczas takiego efektu... A więc kobietki i nie tylko- czytamy... :)

* Przygotuj obiad. Zaplanuj go wcześniej, nawet poprzedniego wieczora, tak by pyszna potrawa czekała na jego przyjście. W ten sposób dajesz mu znać, że myślałaś o nim i przejmujesz się jego potrzebami. Mężczyzna jest głodny, kiedy wraca do domu i perspektywa dobrego posiłku (zwłaszcza jego ulubionego dania) to część niezbędnego ciepłego powitania.

* Przygotuj się. Odpocznij 15 minut, byś była odświeżona na jego przyjście. Popraw makijaż, zawiąż wstążkę na włosach i wyglądaj promiennie. Pamiętaj, że on właśnie wraca z pracy, gdzie napatrzył się na zmęczonych ludzi.

* Bądź trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla niego. Coś musi rozświetlić jego nudny dzień - to twój obowiązek.

* Posprzątaj. Przed jego przyjściem ogarnij wzrokiem główną część mieszkania.

* Pozbieraj podręczniki, zabawki, papiery itp. i odkurz stoły.

* W czasie zimnych miesięcy powinnaś rozpalić ogień w kominku, by on mógł się zrelaksować. Twój mąż poczuje, że jest w raju, w świątyni odpoczynku i porządku, co tobie również polepszy samopoczucie. Przecież dbanie o jego komfort przyniesie ci ogromną satysfakcję.

* Przygotuj dzieci. Przeznacz kilka minut, by umyć im ręce i buzie (jeśli są małe), uczesać włosy i, jeśli to konieczne, przebrać je. To małe skarby i on chce zobaczyć je w tej roli. Na czas jego przyjścia wyeliminuj hałas zmywarki, suszarki i odkurzacza. Zachęć dzieci, by były cicho.

* Uciesz się, że go widzisz.

* Powitaj go ciepłym uśmiechem i okaż szczerość w twoim pragnieniu ucieszenia go.

* Wysłuchaj go. Być może masz wiele ważnych rzeczy, o których chcesz mu opowiedzieć, ale moment jego przyjścia nie jest właściwy. Niech mówi pierwszy - pamiętaj, jego tematy konwersacji są ważniejsze niż twoje.

* Spraw, by ten wieczór był tylko dla niego. Nigdy nie narzekaj, gdy wróci do domu późno lub wychodzi na kolację lub w inne miejsce bez ciebie. Spróbuj zrozumieć, że żyje w świecie napięć i stresu.

* Twój cel: spróbuj sprawić, by dom był miejscem spokoju i porządku, gdzie twój mąż będzie mógł odświeżyć ciało i umysł.

* Nie witaj go narzekaniem i problemami.

* Spraw, by było mu wygodnie. Zaproponuj, by się oparł na wygodnym fotelu lub by położył się w sypialni. Przygotuj mu coś chłodnego lub ciepłego do picia.

* Ułóż dla niego poduszki i zaproponuj, że zdejmiesz mu buty. Mów cichym, kojącym i miłym głosem.

* Nie kwestionuj tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować.

* Dobra żona zawsze zna swoje miejsce.

Najbardziej podoba mi się ostatni punkt :) A Wam?? :)

17:24, marika85
Link Komentarze (7) »

Wychujali mnie wczoraj wszyscy. "Przyjaciele" bawili się na jakimśtam koncercie, a ja siedziałam sama w domu. Boli. Nie ma W. Zerwaliśmy "za porozumieniem stron". Za daleko, za rzadko, miłość na odległość nie istnieje, przynajmniej nie w moim przypadku. Dzwonimy, piszemy, on przeprasza, jeśli czasem zdarzy mu się nazwać mnie "Żabką" w rozmowie. Przypominamy sobie nawzajem, że nie jesteśmy razem. Ale zawsze płaczemy. Każda rozmowa na gg kończy się płaczem z obu stron. On nadal kocha, wiem. A ja... ja też kocham, ale już w to nie wierzę. Nie chcę wierzyć. Bo w takiej sytuacji facet powinien mieć jaja, prawda? Powinien CHCIEĆ coś zmienić, umieć z czegoś zrezygnować na rzecz tego związku albo wymagać tego ode mnie. A nie narzekać wiecznie na odległość! Ona nie zmieni się w magiczny sposób w nicość mocą naszej wielkiej miłości. Nie umiemy zrezygnować z naszego dotychczasowego życia na rzecz nowego wspólnego życia. Więc nie może być o nim mowy. I głupio robię, że jeszcze ciągnę tę znajomość, bo odciąć się powinnam całkowicie. Nie dam szansy. Była szansa, przez ostatnie pół roku. Moje życie jest za krótkie, aby czekać, aż mój facet dorośnie. I już!

12:49, marika85
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog